piątek, 3 lipca 2015

Siedem

*Patrycja*
Weszliśmy do klasy. Pierwszą lekcją była biologia na której miał być wcześniej zapowiedziany już sprawdzian. Strasznie się bałam, ale pomyślałam o meczu Bełchatowian na którym będę i od razu zdenerwowanie zeszło ze mnie. Nauczycielka dając mi sprawdzian nie była w dobrym humorze. Odchodząc od nas usiadła na swoim krześle przy biurku.
- Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się nauczyli. Pamiętajcie - to pierwsze półrocze, bardzo ważne. Ważniejsze niż drugie. Ta ocena zaważy na waszym końcowym wyniku. Powodzenia. - uśmiechnęła si szorstko, a ja schyliłam głowę ku kartce. Podpisałam się i zaczęłam swoją pracę. Już na pierwszym zadaniu miałam duży problem. Rozejrzałam się po przyjaciółkach jak sobie radzą - było widać, że doskonale. Jak zauważyłam były już na trzecim zadaniu, a ja nadal tkwiłam na pierwszym. To jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło. Musiałam trochę wyluzować inaczej nic z tego nie będzie. Co chwilę nauczycielka spoglądała na nas pisząc coś w dzienniku, czy też poprawiając testy innych klas. Obróciłam się do Martyny, mojej najlepszej przyjaciółki aby zobaczyć jak jej idzie. Miałam też cichą nadzieję, że coś mi podpowie, zawsze tak robi.
- Patrycja! - krzyknęła nauczycielka. - Odwróć się w tej chwili! Jeśli jeszcze raz Cię zobaczę wiercącą się na tym krześle, to wiesz jakie będą konsekwencje.
Nie odpowiedziałam. Zanużyłam się w kartkę i udawałam, że coś piszę. Spojrzałam na zegar wiszący na tablicą -  10 minut do końca lekcji. Zostały mi 3 zadania. Miałam jeszcze szansę, musiałam coś napisać. Martyna właśnie w tej samej chwili oddała sprawdzian i uśmiechnęła się lekko do mnie. To znaczy, że test był łatwy. Dla mnie wcale taki nie był. Już się trzęsłam na samą myśl wyników a później ojca...
- Proszę oddawać sprawdziany. Znów chyba za łatwy go zrobiłam. Mam nadzieję, że będą same szóstki i piątki. - uśmiechnęła się do mnie chytrze. - Dziękuję i do widzenia.
Narzuciłam torebkę na ramię i wyszłam z sali.
- Jak tam Ci poszło? Mi super. Bardzo łatwy był, nie? - zaczęła rozmowę Martyna w świetnym humorze.
- No, tak trochę średnio. Spoko był. - skłamałam.  - Gotowa na mecz? Jejku, jeszcze dwa dni! Nie mogę się doczekać! - zmieniłam szybko temat próbując się uśmiechnąć.
- Przygotowana. Szalik, koszulka, zeszyt, marker, aparat. - odpowiedziała.
Następne lekcje nie dłużyły się tak bardzo jak myślałam. Wracałam do domu z Martyną. Gdy wróciłam rzuciłam torbę w kąt mojego pokoju i zasiadłam do stołu gdzie czekał na mnie gorący obiad. Zjadłam wszystko z dużym apetytem jak na mnie. Moich rodziców nie było pracowali na południową zmianę. Usiadłam wygodnie na fotelu i włączyłam telewizor. Zobaczyłam powtórkę meczu, po czym wzięłam do ręki jabłko, narzuciłam swoją torebkę na ramię i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Skierowałam się do miejscowej kawiarni, gdzie miałam spotkać się z Dawidem. Wchodząc zajął już stolik na samym końcu kawiarni.
- Hej. - przywitał się pocałunkiem w policzek. Nie lubię tych jego pocałunków, ale co musiałabym powiedzieć? Żeby mnie nie całował, bo tego nie lubię?
- Cześć. - odwzajemniłam jego powitanie.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytał ciągle patrząc mi prosto w oczy.
- Nie, dziękuję. - odmówiłam.
- W porządku. Co tam u ciebie słychać?
- Może... Przeszlibyśmy do rzeczy? Nie umówiłam się z tobą na randkę. - odpowiedziałam stanowczo. Aż sama byłam zdziwiona, że to powiedziałam. Nigdy nie byłam tak bardzo odważna i stanowcza. Z tego byłam zadowolona.
- No tak... Przepraszam. A więc, z czym idzie ci najgorzej? - zapytał.
Sięgnęłam po moją torebkę w której miałam długopis, podręcznik z matematyki i zeszyt.
- Praktycznie, to z wszystkim... - odrzekłam.
- Ok. To zacznijmy od podstaw.
Nasze spotkanie, a raczej "korepetycje" jeśli można byłoby tak to nazwać, minęły w miłym nastroju. Dawid umiał wytłumaczyć wszystko dokładnie i spokojnie. O wiele lepiej niż nauczyciel. Świetnie mieć takiego kolegę. Minęło półtorej godziny gdy skończyliśmy. Teraz już wszystko wiedziałam, dawniej niczego nie rozumiałam.
- Dziękuję. I przepraszam, że tym sposobem zajęłam Ci cenny czas. - rzekłam.
- Nie ma sprawy. Nie masz za co przepraszać. Jeśli będziesz mieć jakieś problemy to pisz, dzwoń lub mów, jak ci wygodniej. - uśmiechnął się wstając z krzesła. - Może byśmy gdzieś poszli?
- No, tak naprawdę, to możemy. - trochę się zawstydziłam.
Wyszliśmy z kawiarni i skierowaliśmy się do parku. Czułam jak Dawid się do mnie zbliża i dotknął moją dłoń. Na początku nie chciałam, lecz później objął ją całą. Spacerowaliśmy milcząc nasłuchując się śpiewu ptaków. Wychodząc z parku natknęłam się na kilku siatkarzy z Skry. Od razu wiedziałam, że skończyli trening, a być może tylko wyszli na miasto. Tego nie byłam pewna. Ale teraz najbardziej chciałam abyśmy nie spotkali Kacpra. Po kilku minutach usłyszałam śmiech dwóch mężczyzn. Odwróciłam głowę w bok. Ukradkiem oka zobaczyłam Andrzeja i Karola, ani śladu Kacpra. Ale wiedziałam, że może być z nimi, przecież to jego najlepsi przyjaciele. W tym momencie puściłam dłoń Dawida który od razu na mnie spojrzał.
- Coś jest nie tak? - zapytał zdezorientowany.
- Nie, nie. Wszystko w porządku. Tylko wiesz... Nie chcę żeby...
- Tak, tak, wiem... - przerwał mi, na pewno wiedząc o co mi chodzi.
Przyśpieszyliśmy kroku, nie wiem jak to się stało. Dawid odprowadził mnie do domu. Pocałował mnie w policzek i odszedł z lekkim uśmiechem. Odwzajemniłam jego ruch. Bałam się tylko tego, że Kacper zobaczył mnie trzymającą się za rękę z kolegą. Otwierając drzwi do domu poczułam wibracje w mojej torebce. To był mój telefon. Skierowałam się do mojego pokoju. Wyciągnęłam telefon i rzuciłam się na łóżko. Zobaczyłam sms od Kacpra. To mnie zaniepokoiło. Otworzyłam go z niechęcią i strachem.
Widzę, że korepetycje z maty udane... 
Westchnęłam ciężko. Tak jak myślałam - Kacper zobaczył mnie z Dawidem i do tego jeszcze trzymaliśmy się za ręce. Było mi strasznie głupio. Nie odpisałam. Poszłam do toalety umyć ręce i zęby po czym przebrałam się w piżamę i szybko zasnęłam.

*Kacper*
Wiedziałem, że Patrycję z tym kolesiem coś łączy. Od początku to czułem. Miałem ochotę do niej zadzwonić, ale nie zebrałem w sobie odwagi. Leżałem w łóżku z telefonem w ręku i jakimś cudem po chwili zasnąłem. Obudziłem się cały połamany. Skierowałem się do kuchni, otworzyłem lodówkę i wypiłem zimne mleko z kartonu. Znów myślami byłem przy Patrycji. Sięgnąłem po telefon i napisałem do niej sms'a. Tylko to mi teraz pozostało.
Musimy się spotkać. Kiedy jesteś wolna? 
Na odpowiedz czekałem dość długo. Zapewne wahała się lub po prostu nie miała czasu na odpisanie. Wreszcie zniecierpliwiony sięgnąłem po telefon aby sprawdzić wiadomość.
Mogę nawet dziś... 18 w kawiarni?
Bez żadnego wahania odpisałem krótkie "ok".
________________________
Jestem i żyję!
Bardzo ale to bardzo Was przepraszam za dużo przerwę - miesięczną. 
Byłam na wakacjach jak pisałam w poprzednim rozdziale. Później jeszcze musiałam chodzić do szkoły, poprawiać szybko na ostatnią chwilę oceny. Później nie wiedziałam kiedy i jak się do tego zabrać. Do tego brak weny. Musiałam się wreszcie zmobilizować i napisać siódmy rozdział. Wiem, że się niecierpliwiliście, ale jakoś wam to wynagrodzę. Za kilka dni powinien pojawić się kolejny rozdział. Jeszcze raz przepraszam :/
Buziaki i do kolejnego!
Marta :)